Cześć Dziewczyny! :)
Wczorajszy rytuał pielęgnacji włosów zaczęłam od naolejowania włosów na kilka godzin olejem sezamowym (po kilkunastu użyciach stwierdzam, że to olej, który moje włosy pokochały najbardziej ze wszystkich dotychczas przetestowanych). Następnie umyłam włosy metodą OMO owocowym szamponem Familijnym i odżywką Balea mango i aloes. Następnie na pół godziny nałożyłam mieszankę dwóch łyżek keratynowego Kallosa i łyżeczki Nivea Long Repair oraz pianki Venita w kolorze 33. Wszystko zawinęłam w reklamówkę, podgrzałam, spłukałam i umyłam je na koniec odżywką Balea. W skalp wtarłam wodę brzozową, a końce zabezpieczyłam jedwabiem Green Pharmacy.
Efekt:
Włosy są lśniące, a przede wszystkim niesamowicie sypkie, puszyste i nieco sztywniejsze. Wydaje mi się, że jest to zasługa Kallosa. Jeżeli tak samo będzie działał solo, to czuję, że bardzo się polubimy. :) Zdjęcie robiłam rano w biegu i nie miałam czasu na uchwycenie ich z tyłu.
A jak Wasza niedzielna pielęgnacja?