Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 października 2014

Syoss, permanent coloration, 5-29 Intensywna czerwień (Intense red)


     Cześć Dziewczyny! :)

     Od ostatniego farbowania minął już ponad miesiąc, a przez ostatnie dwa tygodnie bardzo się rozleniwiłam, jeżeli chodzi o pielęgnację koloru. Kika dni temu otrzymałam przesyłkę do Miss Shonali z rozdaniem, gdzie znalazłam farbę Syoss w kolorze 5-29 Intensywna czerwień. Wypróbowanie jej chodziło mi po głowie od dawna, tym bardziej, że kilka dziewczyn pisało mi o niej w komentarzach. :)


     Opakowanie wystarczyło w zupełność na moje włosy za ramiona (nakładałam ją na włosy naolejowane na całą noc, a następnie zwilżone wodą). Aplikacja trochę mnie zaskoczyła, bo farba jest dość rzadka, ale finalnie okazało się, że nie spływa z włosów. Przetrzymałam ją według instrukcji na opakowaniu - 30 minut.

Efekty:




Zacznę od tego, że przy czesaniu i suszeniu wyleciało mi trochę włosów, co nieco mnie przeraziło. Poza tym małym mankamentem pasma pozostają w dobrej kondycji, nie widzę uszczerbku na końcach włosów, nie ma mowy o przesuszeniu. Z koloru jestem zadowolona, czerwień jest intensywna i wyrazista, blask jest na dobrym poziomie. 

Pomimo tego, że najlepiej czuję się w czerwieni na głowie, to ostatnio zaczęła męczyć mnie pielęgnacja intensywnego koloru i zastanawiam się nad przejściem na brąz z czerwonymi refleksami. Kusi mnie farba Syoss'a 4-2 Mahoniowy brąz, ktoś używał? 
Kontynuując ciekawostki to muszę się pochwalić, że wczoraj miałam okazję stacjonarnie zaopatrzyć się w kosmetyki Balea, zdecydowałam się na szampon i odżywkę, skusiła mnie także promocja w Rossmannie i kupiłam odżywkę Isany Pure Locken. Chciałybyście coś o nich więcej przeczytać?

inspiracja
[ źródło ]

niedziela, 5 października 2014

(17) Niedziela dla włosów: nafta


      Cześć Dziewczyny! :)

      Niedziela dla włosów została przymusowo przeniesiona na sobotę. Rozpoczęła się od naolejowania włosów olejem sezamowym na ok. 1h. Następnie umyłam je owocowym szamponem Familijnym. Na skalp nałożyłam Pharmaceris przyspieszający wzrost, a na długość mieszankę keratynowego Kallosa (łyżeczka), Nivea Long Repair (również jedna łyżeczka) i kilku kropel nafty (dzięki Caill pokochałam naftę jako dodatek do odżywek i masek - w tej postaci nie obciąża, świetnie nawilża i ujarzmia włosy). Całość przetrzymałam pod ręcznikiem ok. pół godziny. Po spłukaniu w skalp wtarłam wodę brzozową (uzupełniłam już jej zapas, w Łodzi w końcu otworzyli Auchan i mam upatrzone od dawna kosmetyki Gloria :)), a końce zabezpieczyłam jedwabiem GP. Postanowiłam też zaryzykować i po wysuszeniu włosów zawinęłam je w wysoki koczek na całą noc. 


Efekt:


Włosy są bardzo nawilżone i błyszczące. Zdjęcie zrobiłam dziś rano w biegu przed pracą, nie miałam czasu na ich rozczesanie, jednak widać, że lewa strona wygląda całkiem nieźle, natomiast prawa... Skręt gdzieś zniknął i końcówki nie wyglądały dobrze. Tak było rano, natomiast teraz po kilku godzinach włosy się "uleżały" i wyglądają naprawdę niczego sobie. 

Jak minęło Wam włosowe spa?

poniedziałek, 29 września 2014

(16) Niedziela dla włosów: Kallos, Venita


     Cześć Dziewczyny! :)


      Wczorajszy rytuał pielęgnacji włosów zaczęłam od naolejowania włosów na kilka godzin olejem sezamowym (po kilkunastu użyciach stwierdzam, że to olej, który moje włosy pokochały najbardziej ze wszystkich dotychczas przetestowanych). Następnie umyłam włosy metodą OMO owocowym szamponem Familijnym i odżywką Balea mango i aloes. Następnie na pół godziny nałożyłam mieszankę dwóch łyżek keratynowego Kallosa i łyżeczki Nivea Long Repair oraz pianki Venita w kolorze 33. Wszystko zawinęłam w reklamówkę, podgrzałam, spłukałam i umyłam je na koniec odżywką Balea. W skalp wtarłam wodę brzozową, a końce zabezpieczyłam jedwabiem Green Pharmacy.

Efekt:


Włosy są lśniące, a przede wszystkim niesamowicie sypkie, puszyste i nieco sztywniejsze. Wydaje mi się, że jest to zasługa Kallosa. Jeżeli tak samo będzie działał solo, to czuję, że bardzo się polubimy. :) Zdjęcie robiłam rano w biegu i nie miałam czasu na uchwycenie ich z tyłu.

A jak Wasza niedzielna pielęgnacja?

sobota, 20 września 2014

Intensywne zapuszczanie włosów: efekty po miesiącu


     Cześć Dziewczyny! :)

     Minął niemalże miesiąc, od kiedy zdecydowałam się wziąć udział w akcji zorganizowanej przez Eternity :), czas więc na małe podsumowanie osiągniętych efektów. Jeżeli jesteście ciekawe, czego używałam i jaki przyrost udało mi się osiągnąć - zapraszam do lektury. 
     Walkę o centymetry rozpoczęłam 21.08 i wtedy długość moich włosów wynosiła 36cm (pasemko kontrolne, mierzone na mokro). 

1. Wcierki (po każdym myciu, czyli co dwa dni)
10.08-11.09 Joanna, Rzepa, kuracja wzmacniająca
13.09- x Woda brzozowa

Aktualna zawartość buteleczki po Rzepie to woda brzozowa, stąd inny kolor płynu.


2.Maski odżywiające skalp (przy każdym myciu)
24.08-30.08 Mieszanka Kallos Latte + drożdże + olejek łopianowy Green Pharmacy z papryką
(na skalp, przed myciem na minimalnie pół godziny)
2.09- x Pharmaceris, Odżywka stymulująca wzrost włosów 
(na skalp, po myciu, na minimalnie pół godziny)



     Jak widać, pielęgnacja jest dość intensywna. Postawiłam przede wszystkim na zewnętrzne odżywianie skalpu, bo z doświadczenia wiem, że to najszybciej pobudza moje włosy do wzrostu. Najbardziej z wymienionych produktów polubiłam maskę Pharmaceris (za piękny, męski zapach, niezły skład - przyczepiam się tylko do tego, że przyspiesza przetłuszczanie się włosów) oraz wodę brzozową (również za to, że umila mi pielęgnacje swoim cudownym zapachem). Czas na trochę liczb: włosy zmierzyłam wczoraj (19.09) po myciu, na mokro i pasemko kontrolne liczy sobie teraz aż 38,3cm (czyli przybyło mi aż 2,3cm). Jak dla mnie to świetny wynik (udało mi się uzyskać dodatkowy centymetr, standardowy przyrost na miesiąc to około 1-1,2cm), i być może uda zrealizować mi się moje ciche marzenie, że do końca akcji (20.12.14) osiągnę długość 45cm. 


Plany na kolejny miesiąc:
  • postaram się mieszać maskę Pharmaceris z drożdżami i kłaść ją przed myciem (na tyle, na ile pozwoli mi na to czas wolny od pracy i uczelni);
  • kurację wodą brzozową chcę kontynuować jak najdłużej (może to dziwne, ale w Łodzi trudno mi ją znaleźć :D);
  • kilka dni temu wróciłam do olejowania przed myciem olejem sezamowym (jestem nim zachwycona, u mnie efekty są widoczne od razu i pobił ulubiony do tej pory olej z czarnuszki);
  • postaram się po każdym myciu stosować płukankę z octu jabłkowego i w granicach możliwości z siemienia lnianego.



Jakie są Wasze niezawodne sposoby na przyspieszenie porostu?
Może znacie jakiś z wyżej wymienionych produktów?

poniedziałek, 15 września 2014

(15) Niedziela dla włosów: W końcu rozpieszczam włosy! :)


     Cześć Dziewczyny! :)

     Dawno nie gościła tutaj Niedziela dla włosów - trochę straciłam zapał do pielęgnacji i pasję do włosów, a odżywianie ograniczało się jedynie do szamponu, odżywki silikonowej i dokarmiania skalpu (przynajmniej tego sobie nie odpuściłam). Odzyskałam jednak siły do walki, a weekendowa pielęgnacja była podwójna i zaczęła się już w sobotę rano. Na umyte włosy Biovaxem nałożyłam maskę Pharmaceris na skalp, Nivea Long Repair na długość, zrobiłam sobie płukankę z octu jabłkowego, następnie na pasmach wylądowała pianka nawilżająca Pantene b/s i jedwab. Efekt był całkiem zadowalający, bardzo zależało mi na nienagannym wyglądzie przed spotkaniem i włosy nieźle się spisały. Przede wszystkim jestem zaskoczona działaniem płukanki z octu - ostatni raz używałam jej jako rudowłosa (miksturę zachwalała fryzjerka), ale wtedy miałam wrażenie, że zamiast zamykać łuski, tylko bardziej je otwiera - teraz wiem, że była to wina degażowania włosów brzytwą, które po każdym myciu przypominały jeden wielki puch. Teraz faktycznie widzę, że włosy po takiej płukance są mega wygładzone. Ze złych obserwacji zauważyłam, że Long Repair przestała pasować moim włosom... Poza tym Pharmaceris przyspieszająca porost bardzo przyspiesza też przetłuszczanie (włosy wytrzymują max. 1,5 dnia) czym jestem niemile zaskoczona, bo nie mam problemów z nadmiernym obciążaniem włosów i skalpu przez maski, nawet tych o bogatym składzie. Z tego powodu przechodzę do właściwej Niedzieli dla włosów, która odbyła się wczoraj. :)




Na godzinę naolejowałam włosy olejem sezamowym (dzięki Ci Lidlu za tydzień azjatycki!). Następnie umyłam skalp szamponem Farmony ze skrzypem polnym. Zainspirowana ostatnim wpisem Anwen z serii NDW na długość nałożyłam mieszankę 2 łyżeczek Kallosa Latte (który o dziwo zaczął świetnie działać na moje włosy solo, jeszcze miesiąc temu był dla nich zbyt ubogi w składniki odżywcze) oraz 1 łyżeczki mleczka kokosowego (dzięki Lidlowi, po raz drugi). 
Zmyłam po pół godzinie, w skalp wmasowałam wodę brzozową (Joanna już się skończyła, więc czas na nową wcierkę), na końcówki poszła odrobina jedwabiu GP i zaczęło się suszenie. 

Efekt:


Włosy były bardzo miękkie, nieco się spuszyły (wina mleka kokosowego, chociaż z olejem kokosowym bardzo się lubimy), jednak po paru godzinach puch minął, a widoczne jest dociążenie.
Bardzo spodobał mi się ten efekt lekkości i na pewno jeszcze nie raz wykorzystam mleczko w masce do włosów. Niestety w nocy byłam tak zmęczona, że wyleżałam się na moich końcówkach, przez co wyglądają, jak wyglądają... 

Postanowiłam znów wrócić do regularnego olejowania i do przyłożenia się do bogatej pielęgnacji. Ostatnio wymagałam od włosów zbyt dużo, nie dając im praktycznie nic od siebie, poza sklepową odżywką.

Znalezione w sieci... Kto jeszcze chce podziękować swoim włosom? :)

     P.S.: Niestety, przez przykrych ludzi, niemających własnego życia jestem zmuszona włączyć moderację komentarzy... Nie mam tu bynajmniej na myśli komentarzy zawierających krytykę. Mam nadzieję, że nie będzie to Wam, Czytelniczkom przeszkadzało, choć nie ukrywam, komplikuje mi to trochę obraz tego, jak chciałabym, aby wyglądał blog.

czwartek, 4 września 2014

Palette Deluxe 575 (Intensywna czerwień / Flaming red)


     Cześć Dziewczyny! :)

     Jako, że ostatnio brakuje mi czasu na kolorowanie zdjęć moich włosów w Photoshopie ;) postanowiłam przetestować nową dla mnie farbę. Z produktami Palette lubię się średnio - Salon Colors swego czasu bardzo wysuszyła mi włosy. Ale jak to mówią: kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, dlatego postawiłam na serię Deluxe z olejkami, bo bardzo przypominała mi ulubioną Olię od Garniera.


Palette Deluxe:
Na początku powiem, że skład pozytywnie mnie zaskoczył. Zero śladu parafiny, olejki faktycznie są!

 Garnier Olia:
Tu dla porównania moja ulubienica - parafiny nie mam za złe ani trochę, bo moje włosy ją kochają. Uwielbiają również Olię. 

Aplikacja farby przebiegła bezproblemowo, jedno opakowanie spokojnie wystarczyło do pokrycia moich włosów (aplikację zawsze przeprowadzam na mokrych, ale nieumytych włosach).
Potem było już pod górkę... To najbardziej śmierdząca farba, jaką miałam okazję stosować. I nie chodzi to o chemiczny odór, ta mieszanka wydawała zapach stęchlizny... Ale cóż, pięć lat comiesięcznego farbowania nauczyło mnie, że farba nie musi pachnieć fiołkami, ma dawać piękny kolor. 
Zmyłam po 30 minutach, włosy umyłam Biovaxem, na skalp nałożyłam Pharmaceris przyspieszającą porost (swoją drogą, już zakochałam się w zapachu tej odżywki, jest taki... męski!), a na długości wylądowała maska dołączona do opakowania. Zmyłam po godzinie, wysuszyłam, zawinęłam w sprężynkę, po pół godzinie rozczesałam.
Farba nie przesuszyła włosów, nie zniszczyła ich.

Efekt:

Żeby nikt się nie czepiał, zdjęć nie tknęłam w programie graficznym (nie podkręciłam kontrastu), a zmiana rozmiaru, łączenie zdjęć i podpis się chyba nie liczą i nie przekłamują koloru?
Wszystkie zdjęcia robione w cieniu.


Zdecydowałam się na pokazanie różnicy w kolorze, bo zawsze, kiedy chcę wypróbować nową farbę szukam w Internecie trochę informacji na temat danego koloru, a nie zawsze je znajduję. Mam więc nadzieję, że jakaś Duszyczka trafi na wpis poszukując rezultatów po Palette Deluxe nr 575. :)

A Wam podoba się efekt?

niedziela, 24 sierpnia 2014

(14) Niedziela dla włosów: drożdże, kakao, bałagan i...

     Deszcz lejący się z nieba nie nastraja pozytywnie, a ja leczę depresję robiąc zakupy przez Internet, przeglądając katalogi i zastanawiając się czego jeszcze mi potrzeba... Są też dobre strony jesiennej pogody, bo dokładnie zajęłam się moimi włosami. 


     Do tej niedzieli przystąpiłam bardzo sumiennie. Wszystko zaczęłam od zmoczenia włosów i nałożenia na skalp odżywki, którą chcę przyspieszyć porost (oczywiście teraz jestem bardzo nakręcona na wspólną akcję zapuszczania, więc się staram). Odżywcza maseczka dla skóry głowy składała się z 2,5 łyżeczek Kallosa Latte, 1 i 1/2 łyżeczki drożdży oraz dwóch łyżeczek olejku łopianowego z czerwoną papryką. Taką miksturę nałożyłam na skalp, owinęłam szczelnie torebką foliową i podgrzałam suszarką. Zmyłam po 40 minutach szamponem Biovax do włosów farbowanych. 


     Kolejna część pielęgnacji zaczęła się od przygotowania drugiej maski na długość - 3 łyżeczki maski Romantic z olejkiem arganowym + 1,5 łyżeczki kakao (byłam bardzo zachęcona efektami, jakie kakao dało na włosach Ewy). No nie powiem, taka mikstura zachęcająco nie wyglądała... Grudki, oddzieliła się woda, ale przynajmniej zapach był nieziemski. :) Podczas nakładania odżywki na włosy spotkałam same problemy - pasma od razu zrobiły się szorstkie, nie wspominając o tym, że w gratisie musiałam czyścić wannę. Znów całość zawinęłam w reklamówkę i spłukałam po 10 minutach. Włosy były bardzo szorstkie, więc umyłam je jeszcze samą maską Romantic i to był strzał w dziesiątkę, bo włosy były niesamowicie miękkie. 

Wysuszyłam, nałożyłam odrobinę jedwabiu GP, i teraz cieszę się z mega blasku, puszystości, lekkości i odbicia od nasady. To nie był ostatni raz, kiedy kakao gościło na moich włosach. :)

A tak pasma prezentują się po 10 minutowym koczku i nierozczesane, zdjęcie z fleszem:


Do jutra na pewno się ułożą i będę mogła zachwycać się lekkimi jak piórko falami :)

Zapuszczamy włosy!


     Cześć Dziewczyny! :)

     Z racji tego, że postanowiłam przyłączyć się do wspólnej akcji zapuszczania włosów, którą zorganizowała Eter pozwoliłam sobie na luźniejszy post. :) Po więcej informacji koniecznie klikajcie w powyższy baner, jest czas żeby się jeszcze zgłosić. 

     Pielęgnację zaczęłam 21.08.2014r. i długość kontrolnego pasemka moich włosów w tym dniu wynosiła 36cm. Nie planuję póki co podcięcia, choć wiem, że będzie to pewnie konieczne za jakiś czas. 

Przy pomocy jakiej broni będę walczyć o przyrost?

Joanna, kuracja wzmacniająca (stosuję od 10.08)
Olejek Green Pharmacy z czerwoną papryką (przed myciem na kilka h/całą noc nałożony na skalp)
Odżywcze maseczki do skóry głowy, które mam zamiar sama kręcić (przed myciem, na mokre włosy - a raczej skalp)

Po skończeniu kuracji Joanny wybiorę inną wcierkę, być może powrócę do tych naturalnych, chciałabym też wypróbować jakąś nową dla mnie, sklepową.
Po zużyciu olejku z czerwoną papryką skuszę się na wersję z olejkiem herbacianym i rozmarynem, o którym wczoraj czytałam na blogu Kosmetykoholiczki (klik).

Poza tym... Zdrowa dieta, postaram się jeść więcej produktów wpływających na włosy, jak siemię lniane czy nasiona chia.


23.08.14r.

Ktoś jeszcze ma chęć przyłączyć się do walki o dodatkowe centymetry? :)

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

(13) Niedziela dla włosów: maska Ultra Doux na bogato!


     Cześć Dziewczyny! :)

     Nowy tydzień przywitałam z nowymi pokładami energii, dlatego dziś z samego rana postanowiłam zafundować moim włosom pielęgnację bogatszą niż zwykle. Ostatnio mam wrażenie, jakby moje włosy stawały się średnioporowate (z wysokoporowatych), przez co suszenie zajmuje mi dwa razy tyle czasu co zawsze, poza tym pasma się rozprostowały i fale są naprawdę duże (jeżeli to jeszcze są fale). 


      Pielęgnację rozpoczęłam od umycia włosów szamponem Ultra Doux z awokado i masłem karite, którego ostatnio używam cały czas. Po osuszeniu głowy ręcznikiem nałożyłam maskę Ultra Doux z tej samej serii, ale w wersji na bogato: 2,5 łyżeczki maseczki + 1 łyżeczka olejku arganowego 8w1 od Eveline + 1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej + 1/2 łyżeczki suszonego imbiru. Mieszankę przykryłam foliową torebką, podgrzałam gorącym powietrzem suszarki i zmyłam po około 45 minutach. Następnie na skalpie wylądowała kuracja wzmacniająca od Joanny (używam od kilku myć, pokochałam ją za słodki zapach rzepy i za milutkie uczucie delikatnego pieczenia!), a na końce odrobina jedwabiu od Green Pharmacy. Po wysuszeniu włosów zawinęłam je w wysokiego ślimaczka i tak przechodziłam przeszło 1 godzinę. 

Efekty:

Włosy są bardzo śliskie, mocno dociążone, jakby "ciężkie" i bardzo mięsiste, co widać po rozprostowanym skręcie. Nie narzekam, nauczyłam się akceptować moje włosy takimi, jakie są. :)

Jak minęło Wam włosowe, niedzielne spa?

niedziela, 3 sierpnia 2014

(12) Niedziela dla włosów: efekt prostowania bez prostownicy


     Cześć Dziewczyny! :)

     Dzisiejszy dzień do włosów był wyjątkowo intensywny i bogaty w zabiegi. Postanowiłam trochę mocniej się pomęczyć, by uzyskać efekt prostych włosów. Jeżeli jesteście ciekawe czego użyłam w tym celu i jaki osiągnęłam efekt - zapraszam! :)


 Włosy umyłam szamponem Eva Natura. Jego zapach lawendy (i tak jest dość delikatny!) zaczął mnie już męczyć, dlatego chcę go jak najszybciej zużyć. Ostatnio stawiam na mocno oczyszczające szampony, gdyż po dłuższym używaniu Biowax'u moje włosy mocno się strączkują.

 Postanowiłam zrobić porządki w kosmetykach i tak natknęłam się na saszetkę zabiegu laminowania Marion'u. Nie mam najlepszych wspomnień co do tego produktu (pierwsze użycie przeproteinowało moje włosy, były sianowate, matowe i nieprzyjemne w dotyku), jednak postanowiłam go zmodyfikować i wzbogacić według mojego uznania. Tak więc do saszetki dodałam 2,5 łyżeczki odżywki Long Repair (którą pokochałam i zgromadziłam już jej całkiem spory zapas, mam nadzieję, że włosy się do niej nie przyzwyczają) oraz łyżeczkę olejku lnianego. Na zdjęciu widzicie co prawda odlewkę oleju z pestek winogron, ale przy okręceniu buteleczki zabił mnie on swoim zapachem - nadawał się tylko do wyrzucenia.

Taką miksturę nałożyłam na włosy, które rozczesałam Tangle Tezerem, by maska dokładnie pokryła pasma, zawinęłam w torebkę, podgrzałam i trzymałam ok. 1,5h pod ręcznikiem.

To, czego zabrakło na zdjęciach to płukanka z siemienia lnianego, którą zrobiłam z 2 łyżek siemienia i ok. 2 litrów wody. Taką chłodną mieszanką potraktowałam włosy podczas ostatniego płukania.

Po spłukaniu maski w skalp wtarłam Radical. Na długość wmasowałam odrobinę kremu Vitanove by zapobiec puszeniu (co przy takim upale i tak graniczy z cudem, przynajmniej u mnie). Na końce tradycyjnie jedwab Green Pharmacy.

Efekt po wysuszeniu, wymodelowaniu włosów na okrągłej szczotce z włosia dzika i Tangle Tezer:


     Włosy oczywiście nie są idealnie proste. Są nieco spuszone, końcówki nie dopisały w pełni. Ja jednak z efektu jestem zadowolona, bardzo chciałabym mieć proste włosy z natury. Zabieg laminowania tym razem nie zrobił mi krzywdy, to dzięki zrównoważeniu żelatyny odżywką Long Repair oraz dodatkowi olejku lnianego. Myślę, że największy wkład w rozprostowanie moich fal miała płukanka z siemienia. 

Macie swoje sprawdzone sposoby na rozluźnienie skrętu?

poniedziałek, 28 lipca 2014

(11) Niedziela dla włosów: Krem podkreślający loki


     Cześć Dziewczyny! :)

     Moja niedziela pielęgnacja ciągnęła się od sobotniego poranka do niedzielnego wieczora. Wszystko z powodu próby przywrócenia włosów do porządku po wakacjach. Kolor bardzo się wypłukał, były nieco przesuszone (po wspomnianym we wczorajszym poście balsamie od Green Pharmacy) a przede wszystkim straciły zdolność do falowania. Być może jest w tym trochę mojej winy, bo przez ostatnie trzy tygodnie nosiłam proste pasma (lekko wyciągane na szczotce podczas suszenia). W ruch poszedł niedawno nabyty krem do włosów kręconych Vitanove (L.Eclerc), jeżeli jesteście ciekawe rezultatów to zapraszam do lektury. :)

     Słońce mocno rozjaśniło mi włosy, więc korzystając z okazji chciałam nadać im bardziej miedziany niż czerwony odcień. Do koloryzacji wybrałam szamponetkę Marion w kolorze Rubin, która absolutnie nie chwyciła moich włosów. Poniżej możecie zobaczyć kolor moich włosów przed położeniem szamponu koloryzującego, ale zapewniam Was, że po nałożeniu odcień zupełnie się nie zmienił. To pierwszy raz, kiedy zawiodłam się na tym produkcie, ale nie zniechęcam się, wiem, że czerwone odcienie są idealne. :)
     


     W niedzielę wieczorem postawiłam więc na sprawdzoną koloryzację pianką Venita.

Włosy dokładnie oczyściłam mocnym szamponem Eva Natura.

Następnie na włosy nałożyłam mieszankę dwóch łyżeczek Kallosa Latte, łyżeczkę Balei i półtorej łyżeczki Nivea Long Repair z pianką Venita w odcieniu 33. Mieszankę przykryłam foliową reklamówką (tym razem bez podgrzewania suszarką, upał na dworze wystarcza). Zmyłam po 1 godzinie.

 Tradycyjnie w skórę głowy wtarłam Radical, który jest na wykończeniu.

Czas na bohatera dzisiejszego wpisu, czyli krem dla kręconowłosych. Po pierwszym użyciu mogę powiedzieć, że ma delikatny zapach i bardzo jedwabistą konsystencję (zapewne przez silikony). Na włosy nałożyłam dwie malutkie porcje (wielkości jednogroszówki), które bardzo mocno dociążyły (nie obciążyły) moje pasma. Od razu stały się gładkie i ciężkie a zarazem mocno błyszczące. 

 Na końce silikon dla zabezpieczenia przed rozdwajaniem.


 Efekt:


     Jak widać, krem jest zbyt ciężki dla moich włosów i nie wpiera ich w skręcaniu się. Nie zniechęciłam się jednak do niego, wręcz przeciwnie - idealnie wygładza i nabłyszcza kosmyki. Myślę, że osoby ze sprężynkami byłyby zadowolone z jego stosowania, bo przeciwdziała puszeniu i dobrze dyscyplinuje niesforne loki. Jeżeli szukacie dobrego produktu do kręconych włosów, to za cenę 6zł warto wypróbować właśnie ten krem. :)