wtorek, 8 lipca 2014

L'biotica, krem regenerujący rzęsy - po 3 miesiącach kuracji


     Cześć! :)

     Blisko trzy miesiące temu (pierwsza recenzja tutaj: kilk) rozpoczęłam swoją przygodę z kremem regenerującym rzęsy od L'biotica. Jeżeli jesteście ciekawe efektów - zapraszam! :)

     Krem aplikowałam na rzęsy codziennie wieczorem (z małymi wyjątkami, o czym opowiem), po demakijażu, oczyszczeniu i nałożeniu kremu na twarz. Do aplikacji wystarcza niewielka ilość produktu, na jedno oko nakładam wielkość dwóch główek od szpilki. Na początku połowę zawartości tubki przełożyłam do pustego opakowania po tuszu (co było dużym błędem), aby nie bawić się w nacieranie rzęs palcem. Aplikacja tym sposobem było mało higieniczna, przez co nabawiłam się zapalenia brzegów powieki; wtedy też przerwałam kurację na ok. 4-5 dni. Po wyleczeniu opuchnięcia wróciłam do tradycyjnego nakładania preparatu i obeszło się bez dalszych przykrych niespodzianek. 

     10 ml produktu wystarczy na znacznie dłużej niż 3 miesiące. Co prawda opakowanie nie pozwala nam sprawdzić stanu zużycia, ale podejrzewam, że ilość kremu pozwoli na kontynuowanie kuracji jeszcze przez co najmniej 4 miesiące (pomimo tego, że połowę produktu zmarnowałam i wyrzuciłam wraz z opakowaniem po tuszu do rzęs). 


Skład:

Petrolatum, Oleum Ricinic, Virginale Oil, Paraffinum Liquidum, Olea Europaea, Serenoa Repens, Macadamia, Ternifolia Seed Oil, Buxus Chinensis (jojoba Oil) Polyglyceryl, Pantenol



Efekty: 

     Niech zdjęcia mówią same za siebie. :) Rzęsy są widocznie dłuższe, zagęszczone. Nie wypadają przy demakijażu! Kiedyś przy zmywaniu makijażu traciłam przynajmniej jedną rzęsę za każdym razem, teraz wypadnie jedna, dwie na cały tydzień. To co najbardziej mi się podoba, to efekt wielowymiarowości, rzęsy zaczęły rosnąć rzędami, mam nadzieję, że da się to zauważyć na zdjęciach. 



      Po przeprowadzeniu 3 miesięcznej kuracji nie zamierzam zaprzestać aplikacji kremu. Będę to robić jednak rzadziej, co drugi dzień, dla podtrzymania kondycji rzęs. Po zużyciu L'biotici mam zamiar wypróbować na rzęsach pomadkę Alterry.



Używacie podobnych produktów?  

niedziela, 6 lipca 2014

(9) Niedziela dla włosów: Nivea long repair


     Cześć Dziewczyny! :)

     Dzisiejsze spa dla włosów musiało zostać przymusowo przeniesione na sobotę, to dzień, kiedy mam najwięcej czasu dla siebie. Włosy kolejny raz podcięłam (w bardziej zdefiniowany okrąg), tym razem na sucho męską maszynką do strzyżenia, a sama pielęgnacja była bardzo owocna i zadowalająca, więc zapraszam Was do czytania!


 1. Olejowanie
Postanowiłam dokładniej przyłożyć się do stosowania olejów na włosy. Zależy mi na zużyciu zwłaszcza tych, których nie mogę wykorzystać w innym celu, np. w kuchni. Tak więc na pierwszy rzut poszedł olej Green Pharmacy, którego używam przed każdym myciem. Tym razem naolejowałam skalp na całą noc.

2. Mycie
Chociaż nie przepadam za delikatnymi szamponami, to postanowiłam dać im szansę. 
To mój drugi Biovax w życiu, teraz testuję wersję do włosów farbowanych. Jestem zadowolona z tego, że dokładnie oczyszcza moje włosy i zbytnio ich nie plącze. Jeżeli faktycznie będzie przedłużał trwałość koloru, to ma szansę zostać jednym z moich ulubionych szamponów.


 3. Odżywianie
To był mój pierwszy raz z odżywką Nivea long repair. Po myciu nałożyłam ją od skalpu po same końce, głowę zawinęłam w foliową torebkę, podgrzałam gorącym strumieniem powietrza suszarki, założyłam ręcznik z mikrofibry i tak przechodziłam 1h 15min. 
Podczas zmywania odżywki zastanawiałam się, czy dotykam moich własnych włosów... Dawno nie były tak miękkie i delikatne już podczas spłukiwania.


 3. Zabezpieczenie końcówek
Zmiana silikonu przyniosła wspaniałe efekty. Końce nie są już przesuszone, nie sterczą każdy w inną stronę, nie stwarzają wrażenia połamanych. Jedwab od Green Pharmacy mogę okrzyknąć moim hitem.
Co prawda w tym produkcie nie ma ani śladu jedwabiu, ale połączenie silikonów z olejkami jest absolutnie wystarczające. 

Efekty:


Włosy były rewelacyjne... Miękkie, doskonale nawilżone, niesamowicie podatne na skręt (a raczej falowanie :)). Wszystko to zasługa odżywki Nivea, wiem, że jeżeli zawsze będzie tak działać na moje włosy, to prędko się z nią nie rozstanę. Dzięki zabezpieczeniu końcówek jedwabiem od Green Pharmacy pożegnałam wieczne problemy; wygląd końców był słabym punktem w ogólnym wyglądzie włosów.
Od dłuższego czasu nic tak pozytywnie mnie nie zaskoczyło i nie wpłynęło na wygląd moich włosów jak te dwa produkty. Ja jestem zachwycona! :)
Po spłukaniu odżywki w skalp wmasowałam Radical, który jednak nie załapał się do zdjęcia. 
Miałam zamiar wykorzystać płukankę z siemienia lnianego, ale czując miękkość po zmyciu odżywki nie chciałam przedobrzyć.

Jak minęła Wam niedzielna pielęgnacja? :)

sobota, 5 lipca 2014

Makijaż: electric orange


     Cześć! :)

     Dziś wpis z makijażem, który nosiłam kilka dni temu. Soczysta pomarańcza z dodatkiem różu. Dość dobrze komponował się z moimi włosami, ostatnio polubiłam połączenie róż-czerwień (czego jako nastolatka nie byłam w stanie znieść). Do makijażu tradycyjnie użyłam paletki Sleek'a Respect z kolekcji Shangri-La.

W cieniu:

 W słońcu:

 Cały makeup:

Co myślicie o tak intensywnych kolorach w makijażu?